Slider na stronie – tak czy nie?
Paź23

Slider na stronie – tak czy nie?

Slider to inaczej karuzela, która przewija zdjęcia i najważniejsze treści na stronie. Slidery są dość popularne ze względu na atrakcyjność wizualną. Mogą się one też wydawać skutecznym narzędziem przyciągającym uwagę do tego, co należy szczególnie wypromować. Jednak wiele wskazuje na to, że niekoniecznie tak jest. Badania wskazują, że slidery są ignorowane przez większość użytkowników – niekiedy mówi się nawet o… dziewięćdziesięciu kilku procentach. Można to wytłumaczyć tzw. ślepotą banerową. Zaobserwowano, że im więcej banerów widzą odwiedzający strony, tym mniej są nimi zainteresowani, a nawet przestają je dostrzegać. Poza tym obecność slidera niekoniecznie przekłada się na klikalność. Zwykle dostrzegany jest jedynie pierwszy slajd widoczny po otwarciu strony, jednak rzadko komu chce się czekać na następne – nie mówiąc już o klikaniu w nie. Dlatego slidery są po prostu nieekonomiczne. Wymagają pracy, zajmują miejsce na stronie, które można by wykorzystać znacznie efektywniej – a korzyści nie są tego warte. Slidery nie wpływają też korzystnie na doświadczenie użytkownika. Wydłużają czas ładowania strony, a czas wyświetlania poszczególnych slajdów jest nieraz zbyt krótki, by można było dokładnie zapoznać się z ich treścią. Ustawienie określonego tempa przewijania łączy się z założeniem, że każdy tak samo odbiera informacje i potrzebuje tyle samo czasu na zapoznanie się z nimi, co nie jest prawdą. W rezultacie często dochodzi do sytuacji, że gdy użytkownik już zainteresuje się określonym elementem na slajdzie, karuzela przeskakuje już do następnego, a nawigacja między slajdami nie zawsze jest intuicyjna i wyraźnie widoczna. Prowadzi to do poczucia braku kontroli, a w konsekwencji do niepokoju i irytacji. Poza tym ruchome elementy rozpraszają uwagę i odrywają od tego, co użytkownik sam chce przeglądać. Wskazuje się też, że ich obecność zmniejsza dostępność dla osób z mniejszą sprawnością motoryczną, gdyż mogą one nie zdążyć w nie kliknąć. Jeśli zależy nam na konwersji, czyli na tym, by użytkownik wykonał określoną czynność (np. zakup w naszym sklepie), należy go do tego doprowadzić w sposób jak najprostszy. Natomiast slidery niepotrzebnie komplikują ten proces. Prezentują zbyt wiele możliwości, wśród których należy dokonać wyboru, co może prowadzić do uczucia zagubienia i przeładowania informacjami. Jeśli każdy slajd zawiera jakieś wezwanie do akcji, tych wezwań staje się zbyt dużo, co zmniejsza konwersję zamiast ją poprawiać. Innymi słowy – gdy damy komuś zbyt wiele opcji wyboru, zmniejszamy prawdopodobieństwo, że skorzysta akurat z tej, na której najbardziej nam zależy. Jeśli już mamy slider, lepiej wyłączyć autoplay, by użytkownik miał kontrolę nad treścią, którą chce zobaczyć i nad tempem jej przeglądania. Jeśli zależy nam na wyróżnieniu kilku najważniejszych czy najnowszych elementów na górze strony, można to zrobić w sposób statyczny, bez przewijania. Lepiej też, by nie było to zbyt wiele elementów...

Czytaj dalej
Nieskończone przewijanie (infinite scrolling)
Sie28

Nieskończone przewijanie (infinite scrolling)

Mechanizm infinite scrolling, czyli nieskończone przewijanie, polega na tym, że użytkownik nie musi otwierać nowej podstrony, by zobaczyć więcej zawartości – jest ona ładowana samoczynnie przy przewijaniu. Zalety Nieskończone ładowanie jest znacznie bardziej wygodne dla użytkownika niż paginacja. Nie musi on bowiem czekać, aż nowa podstrona się załaduje, ani dodatkowo klikać w linki bądź przyciski (co ma znaczenie zwłaszcza podczas przeglądania na smartfonie, gdyż nie zawsze jest łatwo precyzyjnie trafić palcem w małą cyferkę czy strzałkę odsyłającą do kolejnej strony). Dlatego odejście od paginacji na rzecz nieskończonego przewijania jest często wymieniane wśród aktualnych trendów w projektowaniu stron internetowych. Wskazuje się też, że w przypadku infinite scrolling użytkownik ma szansę zobaczyć więcej treści, gdyż nie musi podejmować dodatkowych decyzji ani wykonywać żadnych szczególnych czynności – jest więc mniejsze prawdopodobieństwo, że się zatrzyma i rozmyśli. Dłużej angażuje się więc w treść. Nieskończone przewijanie dobrze się sprawdza w przypadku treści dynamicznie się zmieniających, np. relacji z jakiegoś wydarzenia. Nowe informacje są na bieżąco dodawane na górze i są cały czas łatwo dostępne dla użytkownika. Wady Wadą infinite scrolling jest trudność w powrocie do wcześniej przeglądanego miejsca. W przypadku paginacji z numerami stron wystarczy, że przejdziemy do konkretnej strony. Dlatego infinite scrolling z jednej strony jest łatwiejszy dla użytkownika i wymaga od niego podejmowania mniejszej liczby decyzji, a z drugiej – daje mu mniej kontroli nad przeglądanymi treściami. Wskazuje się też, że na stronach z nieskończonym przewijaniem trudno jest znaleźć stopkę. Tymczasem stopka na stronie jest dość istotnym miejscem, gdzie znajdują się np. linki do warunków korzystania z serwisu, informacje o sposobach płatności, dane kontaktowe czy przyciski CTA. Jeśli decydujemy się na infinite scrolling, do stopki znacznie trudniej jest dotrzeć, a wielu użytkowników nawet nie zada sobie takiego trudu. Dlatego wtedy trzeba zrezygnować ze stopki i umieścić takie informacje na menu bocznym. Inną opcją jest tzw. sticky footer, czyli stopka „przyklejona”, widoczna niezależnie od przewijania. Natomiast typowa stopka lepiej się sprawdza w przypadku stron z paginacją. Infinite scrolling jest mniej przyjazny dla crawlerów, czyli robotów wyszukiwarek internetowych. Nie zawsze mają one dostęp do wszystkich elementów, bo nie potrafią symulować niektórych zachowań użytkownika. Dlatego zaleca się równoległe generowanie paginacji ze stronami składowymi. Co lepsze? Zależy to od charakteru strony i prezentowanych treści. Nieskończone przewijanie sprawdza się najlepiej na portalach społecznościowych i, jak wspomnieliśmy, w dynamicznych relacjach z określonego wydarzenia. Ważne jest wtedy to, co najbardziej aktualne. Rzadziej natomiast sięga się do treści starszych. Rozwiązanie to zalecane jest także w przypadku stron zawierających dużą ilość materiałów graficznych i wideo. Są one wówczas ładowane w miarę przewijania. Natomiast w przypadku paginacji wszystkie takie treści na pojedynczej stronie ładują się jednocześnie, co może potrwać i wpływa na...

Czytaj dalej
Czym jest współczynnik odrzuceń?
Kwi23

Czym jest współczynnik odrzuceń?

Współczynnik odrzuceń (bounce rate) to liczba sesji w witrynie, które ograniczają się tylko do jednej strony. Oznacza to, że użytkownik trafił do serwisu, ale nie przeszedł dalej i nie wszedł w jakąkolwiek interakcję. Przy tym sama długość sesji nie ma znaczenia. Nawet jeśli użytkownik spędził sporo czasu na stronie głównej, Google Analytics nadal traktuje to jako odrzucenie. Współczynnik odrzuceń oblicza się w procentach, tzn. jeśli 20 użytkowników na 100 opuściło witrynę po otwarciu tylko jednej strony, współczynnik odrzuceń wynosi 20%. Czy należy się martwić wysokim współczynnikiem odrzuceń? Zależy to od charakteru i układu samej witryny. Nie jest on problemem, jeśli jest to np. blog, którego zadaniem jest przekazywanie informacji, a treść poszukiwana przez użytkownika znajduje się na stronie głównej i nie musi on już szukać dalej, czy też prosta strona typu landing page, gdzie Call to Action (wezwanie do określonego działania) znajduje się również na stronie głównej, a wykonanie pożądanej czynności nie wymaga przejścia gdzie indziej. Jednak w sytuacji, gdy oczekujemy, by użytkownicy wyświetlali więcej stron w witrynie niż tylko stronę główną, wysoki współczynnik odrzuceń jest zjawiskiem niekorzystnym. Staje się to problemem zwłaszcza w przypadku serwisów, których celem jest zarobkowanie, czyli powinno dojść do konwersji (np. w formie zakupu czy rejestracji), a odbywa się to na innej stronie serwisu niż główna. Należy zatem zbadać, co powoduje, że użytkownik otwiera tylko jedną stronę i nie chce bądź nie może przejść dalej, by zrobić to, czego od niego oczekujemy. Być może przyczyna tkwi w designie strony. Co może działać zniechęcająco na użytkowników, a przez to zwiększać współczynnik odrzuceń? Jednym z takich czynników jest złe pierwsze wrażenie. Z pewnością wpływa na nie archaiczny wygląd serwisu jak z lat 90., który sprawia wrażenie, jakby osoby odpowiedzialne za stronę zatrzymały się gdzieś w przeszłości i nie interesowały się bieżącymi trendami. Przez to użytkownik może wyciągnąć wniosek, że usługi oferowane przez firmę też są przestarzałe. Inne przykłady to wspomniana w poprzednim artykule muzyka w tle (irytuje, nie pozwala się skupić na treści, spowalnia ładowanie strony, ogranicza dostępność osobom korzystającym z oprogramowania do odczytywania ekranu), wszelkie wyskakujące okienka (także te zachęcające do śledzenia naszej strony w mediach społecznościowych – zastanówmy się, czy nie lepiej je wyłączyć i zastąpić mniej inwazyjną formą zachęty), niewłaściwe fonty (np. Comic Sans na stronie o tematyce biznesowej; font bez polskich znaków), słaba czytelność (np. niedostateczny kontrast między tekstem a tłem; zbyt mały font), animacje we Flashu (spowalniają ładowanie, brak domyślnej obsługi przez większość przeglądarek), czy niedostosowanie do urządzeń mobilnych (od 2016 r. to one generują większość ruchu w sieci, a Google coraz częściej indeksuje tylko mobilne wersje witryn). Kolejnym problemem jest zła nawigacja. Cóż z tego, że strona główna na pierwszy...

Czytaj dalej
Autoodtwarzanie muzyki na stronach www – dlaczego nie warto?
Mar26

Autoodtwarzanie muzyki na stronach www – dlaczego nie warto?

Każdy, kto kiedykolwiek spotkał się z autoodtwarzaniem na stronie niemal natychmiast ową stronę zamknął. Reakcja na nagły dźwięk lub nawet popularny utwór muzyczny w momencie poszukiwania informacji skutecznie dekoncentruje. Co najgorsze, często nie ma możliwości wyłączenia głosu i tylko tryb bez dźwięku ratuje internautę przed dalszym słuchaniem i traceniem czasu. Skala irytacji sięga zenitu i dana firma traci klienta. Trudno zrozumieć fenomen autoodtwarzania, który przywędrował do Polski z zachodu w latach dziewięćdziesiątych. Większość pierwszych stron www wyposażona była w wydającą się wówczas niezbędną funkcję „granie na czekanie”. Z biegiem lat zauważono, że taka muzyka nie wpływa wcale pozytywnie na odbiorców i zaczęto sukcesywnie odchodzić od tego dodatku. Zdarza się jednak, że niektóre firmy nadal widzą w autoodtwarzaniu atrakcyjny wyróżnik strony. Zgodnie z opracowanymi przez World Wide Web Consortium standardami użyteczności stron internetowych posiadanie na niej muzycznego autoodtwarzania jest niekorzystne, bo zabiera czas, jaki odbiorca przeznaczył na wyszukanie określonej informacji na stronie. Poza tym autoodtwarzanie po prostu przeszkadza, nie pozwala skupić się na treści i właściwych funkcjach strony. Witryna firmy powinna być prosta i łatwa w obsłudze. Wszelkie dodatkowe opcje jak np. pojawiające się okienka czy właśnie autoodtwarzanie utrudniają korzystanie z niej. Korzystanie z kilku serwisów jednocześnie to standardowe zachowanie większości internautów. Wiele osób przegląda strony, słuchając swojej ulubionej muzyki, dlatego zakłócenie tego procesu nagłym dźwiękiem na stronie zniechęci do dalszego sprawdzania oferty. Ponadto nie tylko wpływ na postrzeganie odbiorcy jest istotny, również kwestie techniczne przemawiają za rezygnacją z autoodtwarzania. Wgranie w tle kilkuminutowej piosenki znacząco spowolni stronę i zmniejszy jej możliwości, zwłaszcza na urządzeniach mobilnych. Jedynym miejscem, gdzie odtwarzanie muzyki może pasować, są strony z branży muzycznej, które w ten sposób prezentują swoje utworu. Niemniej nawet w takim miejscu nie zaleca się automatycznego włączania z głosem. Użytkownicy powinni mieć możliwość aktywowania propozycji na stronie oraz sterowania poziomem głośności i pauzy, by w dowolnym momencie wyłączyć utwór i przejść do dalszych zasobów strony...

Czytaj dalej
Uwaga na cyberprzestępców
Gru19

Uwaga na cyberprzestępców

Użytkownicy sieci są stale zagrożeni działaniami cyberprzestępców, a ich zmniejszona czujność może mieć poważne konsekwencje. Ich ofiarom padają nie tylko firmy, ale również prywatne osoby. Dobrze więc poznać działania, na które trzeba zwracać szczególną uwagę. Przestępczość komputerowa jest nieodłącznym elementem rozwoju informatycznego oraz korzystania z Internetu. Gdy używanie komputerów stało się powszechne, pojawiły się nowe, nieznane dotąd rodzaje przestępstw. Walkę z cyberprzestępczością postawiła sobie za jeden z celów Unia Europejska. W Traktacie o Funkcjonowaniu Unii Europejskiej wskazano przestępstwa, których zwalczanie powinno stać się absolutnym priorytetem, a wśród nich wymieniono przestępstwa komputerowe. Na tej podstawie w państwach członkowskich powstały wyspecjalizowane jednostki przeznaczone wyłącznie do walki z cyberprzestępcami. Mianem cyberprzestępstwa określa się wszystkie przestępstwa popełnione w sieci. Wśród nich mogą być czyny, które istnieją również w innym, niewirtualnym środowisku, jednak mają również swoją internetową odmianę i dokonywane są właśnie za pośrednictwem Internetu. Należą do nich: stalking – czyli uporczywe nękanie drugiej osoby za pośrednictwem maili, komunikatorów, portali społecznościowych itp., pornografia dziecięca – umieszczanie lub przeglądanie niedozwolonych treści, terroryzm – przejmowanie za pomocą Internetu kontroli nad systemami bezpieczeństwa, bazami danych banków, urzędów, lotnisk itp., oszustwa – wyłudzanie pieniędzy, umieszczanie wprowadzających w błąd treści i ogłoszeń, zawieranie wadliwych umów, kradzież tożsamości – posługiwanie się cudzymi danymi w celu zawarcia umowy, wyłudzenia kredytu, tworzenie fałszywych profili na portalach społecznościowych, rozpowszechnianie nieprawdziwych informacji na temat jakiejś osoby itp. Istnieją jednak typy przestępstw, które występować mogą wyłącznie w świecie wirtualnym. Najczęściej popełnianym przez cyberprzestępców czynem jest stosowanie malware. Pod tym pojęciem kryje się korzystanie ze złośliwego oprogramowania. Jest to definicja bardzo szeroka, ponieważ w sieci istnieje mnóstwo programów, które po dostaniu się na twardy dysk naszego komputera są w stanie wykraść z niego dane, czy je uszkodzić. Najbardziej znanymi złośliwymi programami są: konie trojańskie – ukryte w innych aplikacjach lub programach, spyware – służące szpiegowaniu użytkowników, ransomware – blokuje dostęp do systemu, wirusy – dostają się do komputera poprzez zainfekowane pliki, które mogą być ściągane z sieci, przesyłane, czy przeniesione na zewnętrznym nośniku (pendrive), robaki – nie potrzebują nosicieli, w przeciwieństwie do wirusów, potrafią samodzielnie rozprzestrzeniać się po systemach, keyloggers – służą do zapamiętywania wpisywanych na klawiaturze liter, a dane te przesyłają na serwery tworzone przez cyberprzestępców. Aby uchronić się przed malware, należy podjąć odpowiednie środki ostrożności. Przede wszystkim nie instalujmy oprogramowania z nieznanych źródeł. Zainstalujmy też skuteczny i sprawdzony program antymalware, który skutecznie usuwa nie tylko samo złośliwe oprogramowanie, lecz także wszelkie jego pozostałości (wpisy w rejestrze); należy też dbać o jego regularne...

Czytaj dalej
Mailing – kiedy i jak często?
Paź17

Mailing – kiedy i jak często?

Kampanie mailowe są jednym z najczęściej wykorzystywanych narzędzi marketingowych w internecie. Jednak należy je stosować umiejętnie, z odpowiednią częstotliwością i w odpowiednim czasie. Jak często? Zacznijmy od częstotliwości. Z pewnością nie można bombardować odbiorców mailingiem, gdyż zostanie on uznany za nachalny i może to prowadzić do rezygnacji z subskrypcji. Według danych MailChimp z USA, aż 69% użytkowników wypisywało się z list mailingowych właśnie z powodu zbyt dużej liczby otrzymywanych wiadomości. Należy też wziąć poprawkę na to, że wielu użytkowników nie wypisuje się z listy, ale po prostu ignoruje i kasuje nadliczbowe maile. Poza tym przygotowywanie dużej liczby wiadomości zajmuje wysyłającemu dużo czasu, a wcale nie prowadzi do zwiększenia sprzedaży – jest więc nieefektywne. Z drugiej strony wysyłka też nie powinna się odbywać zbyt rzadko. Klient o nas zapomni i nawet nas nie rozpozna. Może to z kolei prowadzić do uznania wiadomości za spam. Jaka częstotliwość jest zatem optymalna? Zdania na ten temat są podzielone. Są autorzy, którzy zachęcają do nawet codziennej wysyłki. Inni z kolei proponują raz w miesiącu. Najczęściej jednak pojawiają się opinie, że raz w miesiącu to minimum, a z drugiej strony nie warto przekraczać 2 wiadomości tygodniowo. Sporo też zależy od specyfiki samej branży. Jeśli sprzedajemy produkty typowo sezonowe, najlepiej zwiększyć częstotliwość wysyłki przed okresem zwiększonego nimi zainteresowania, a poza sezonem wysyłać mailing rzadziej i oferować korzystne promocje. Warto jednak przetestować różne opcje i sprawdzić ich wpływ na kluczowe wskaźniki – open rate (współczynnik otwarć), CTR (współczynnik klikalności) oraz liczbę rezygnacji z subskrypcji. Oprócz tego należy dać klientom kilka opcji częstotliwości do wyboru już przy zapisywaniu się na listę, a także możliwość późniejszej zmiany. Można też zbadać preferowaną częstotliwość za pomocą ankiety. W jakich dniach tygodnia? Jeśli chodzi o dni wysyłania maili, w tym newsletterów, nie ma na to jednej reguły. Może to zależeć od rodzaju korespondencji i od branży. Przyjmuje się jednak, że dniami, w których jest największe prawdopodobieństwo odczytania naszej wiadomości, są wtorki (dane GetResponse) i czwartki (dane MailChimp). W poniedziałki w skrzynkach znajduje się zwykle dużo wiadomości z całego weekendu, wśród których nasz newsletter może się łatwo zagubić i zostać skasowany razem ze spamem. W środy odbiorcy często mają dużo pracy i brakuje im czasu na dokładne sprawdzanie korespondencji. Z kolei w piątki są już zmęczeni i myślą o weekendzie. Jednak wtedy można do nich trafić z ofertami związanymi ze spędzaniem czasu wolnego (wyjazdy, wydarzenia kulturalne czy też przedmioty służące do uprawiania hobby). Jednak według danych GetResponse piątek jest również dniem, gdy odbiorcy najczęściej wypisują się z subskrypcji. Natomiast soboty i niedziele to dni zwykle poświęcane na odpoczynek z dala od komputera. O której godzinie? Jeśli chodzi o czas wysłania, dane GetResponse wskazują,...

Czytaj dalej