Twitter – aktualna sytuacja
lis21

Twitter – aktualna sytuacja

Wokół Twittera panuje zamieszanie, a serwis nie radzi sobie z dezinformacją wśród użytkowników. Wszystko przez problematyczną sprzedaż serwisu. Przepychanki wokół zmiany właściciela trwają od kilku miesięcy, szkodząc temu popularnemu medium społecznościowemu. Wszystkiemu winny wydaje się Elon Musk, który jako nowy właściciel zaczyna ostro monetyzować Twittera. Wcześniej grymasił z kupnem potentata. Czy nowe kierownictwo wyjdzie serwisowi na dobre? Ostra zmiana w polityce Twittera Całe zamieszanie zaczęło się, gdy Musk ogłosił w kwietniu, że chce kupić serwis. Kłopoty pojawiły się już miesiąc później, kiedy zainteresowany ogłosił, że do kupna może nie dojść. Musk twierdził wtedy, że kierownictwo witryny nie chce udostępnić mu pełnych danych o liczbie użytkowników. Po tym oświadczeniu ceny akcji spółki spadły. Ponieważ kupujący pierwotnie zgodził się kupić akcje spółki po ponad 52 dolary za sztukę, a za sprawą jego działań ich wartość spadła, część akcjonariuszy pozwała Muska. Tymczasem on wycofał się z oferty i wrócił do niej dopiero pod pewnym przymusem i groźbą odszkodowania. Wszystko to nie wyszło serwisowi na dobre. Sytuację pogorszyło podejście przyszłego właściciela do spółki Twitter i jej pracowników. Musk od początku zapowiadał zwolnienia i przeprowadził je, gdy tylko został właścicielem firmy. Chaotyczna i masowa fala zwolnień sparaliżowała firmę i zmusiła kierownictwo do ponownego zatrudniania osób, bez których system nie jest w stanie funkcjonować. Tego typu sytuacje przyczyniły się do wspomnianej wcześniej dezinformacji, jaka zapanowała na serwisie. Cała transakcja pokazała Muska raczej w niekorzystnym świetle. Jako człowieka dążącego do maksymalnej monetyzacji spółki, który przy okazji promuje niezdrowe podejście do balansu między pracą a życiem prywatnym. Niszcząca monetyzacja Gdy Elon Musk wreszcie zdecydował się na zapowiedziany wcześniej zakup, oprócz masowych zwolnień wprowadził też kilka znaczących zmian w samym serwisie. Jedna z nich była szczególnie nietrafiona. Chodzi o błękitny znaczek, który do niedawna można było kupić za niecałe 8 dolarów. Znaczek służył wyróżnieniu nazwiska lub marki i przed jego otrzymaniem należało przejść szczegółową weryfikację. Nowy właściciel to zmienił, co zaowocowało falą oszustów, którzy na Twitterze z wzmiankowanym znaczkiem podszywali się pod znane osobistości lub marki. Obecnie sprzedaż znaczka została wstrzymana.  Z powodu agresywnej polityki z Twittera wycofało się sporo dużych reklamodawców i jego dalsze losy są bardzo niepewne. Szczególnie że nowe plany odbiegają mocno od obecnej linii rozwoju serwisu. Musk chciałby rozwinąć Twittera do formy multimedialnego centrum, w którym wymienianie się poglądami będzie tylko jedną z opcji. Elon widziałby w tym miejscu również usługi bankowe, sprzedaż czy rozrywkę. Czy te ambitne plany centralizacji się powiodą? Czas pokaże, na razie projekty Muska napotykają opór wśród największych firm z branż, które miałyby stać się częścią centrum...

Czytaj dalej
Rozszerzenia blokujące reklamy nie będą działać w Chrome
paź04

Rozszerzenia blokujące reklamy nie będą działać w Chrome

Już na początku 2023 roku Google wprowadzi aktualizację przeglądarki Chrome, która może nie spodobać się sporej części użytkowników. Aby zmaksymalizować zyski z reklam niemożliwe stanie się korzystanie z popularnych blokad typu AdBlock i Ublock. Blokada tego typu rozszerzeń z pewnością wpłynie na komfort używania znanej przeglądarki i może sprawić, że zrezygnuje z niej wielu dotychczasowych fanów.  Koniec blokad reklam Ujawnione niedawno dokumenty z działu wsparcia technicznego zdradzają szczegóły dotyczące nowej wersji przeglądarki Chrome. Aktualna wersja czyli Manifest Version 2 pozwala na swobodne korzystanie z rozszerzeń, które blokują reklamy. Nowa odsłona narzędzia czyli Manifest Version 3 została stworzona tak, by blokady nie działały. Oznacza to kłopoty dla użytkowników, ale według specjalistów będą one mniejsze niż się wydaje. Dlaczego? Większość użytkowników Chrome korzysta z przeglądarki na telefonach i innych urządzeniach mobilnych. Adblockery przeznaczone do działania na komórkach są bardzo zawodne. Dlatego najczęściej instalowane są na komputerach osobistych lub laptopach. W świetle tych faktów blokada rozszerzeń może być mniej uciążliwa niż można byłoby przypuszczać. Skąd ta zmiana? Według analiz Google jest największym dostawcą reklam na świecie. Właśnie dlatego uniemożliwienie instalowania blokad materiałów marketingowych im się opłaca. Nawet jeśli ucierpi na tym wizerunek firmy, zyski się zwiększą. Ponieważ z blokad przynajmniej raz w miesiącu korzysta ponad 40% użytkowników, zmiana ma spore znaczenie. Co ciekawe, Google jest w swojej strategii raczej odosobnione. Podczas gdy Chrome będzie pełne niechcianych reklam, takie przeglądarki jak Firefox koncentrują się na zwiększeniu prywatności swoich klientów. Jak to robią? Tworzą i wypuszczają na rynek coraz skuteczniejsze i bardziej spersonalizowane blokady ułatwiające korzystanie z przeglądarki. W perspektywie czasu może to oznaczać dla Google stratę wielu klientów, którzy zwyczajnie zaczną korzystać z wygodniejszych narzędzi umożliwiających im blokadę niechcianych treści...

Czytaj dalej
Dyrektywa Omnibus a e-handel
cze07

Dyrektywa Omnibus a e-handel

Sklepy internetowe i stacjonarne kuszą nas promocjami w takim stopniu, że trudno już znaleźć normalną ofertę. Wszystkie są wyjątkowe, niepowtarzalne i mega korzystne. Przynajmniej według wspierających je reklam. Sami doskonale wiemy, że w praktyce bywa z tym tak naprawdę różnie. Często właściciele sklepów, zwłaszcza internetowych, sztucznie zawyżają ceny i manipulują nimi tak, by efekty wyglądały jak najkorzystniej dla konsumenta. Czyli zwyczajnie zachęciły do kupna. Drugą z częstych nieuczciwych praktyk jest publikowanie spreparowanych komentarzy. Takich, które zachwalają produkty i pochodzą rzekomo od prawdziwych klientów, którzy są zachwyceni z zakupu. Tu także zdarza się, że takie opinie pisane są na zamówienie przez copywriterów. Żeby walczyć z takim podejściem i ochronić konsumentów, Unia Europejska wprowadziła właśnie dyrektywę Omnibus, która przynosi kilka istotnych zmian w kwestiach handlu internetowego czy stacjonarnych sklepów. Jedną z kluczowych kwestii, jakie zaczęły obowiązywać 28 maja tego roku, jest obowiązek informacyjny nałożony na właścicieli sklepów. Dotyczy to nie tylko źródeł, z jakich pochodzą towary, ale także właściwego informowania w zakresie praw konsumentów i stron transakcji kupna-sprzedaży. Dzięki temu procesy mają być jaśniejsze i bardziej zrozumiałe. Podobnie jak kwestie związane z cenami. Jak wygląda to w praktyce? Obecnie przedsiębiorcy obok aktualnej ceny promocyjnej muszą prezentować również najniższą cenę produktu z ostatnich 30 dni. Ma to zapobiec wspomnianym wcześniej pompowaniu cen w celu wywołania sztucznych obniżek. Żeby wprowadzić tę dyrektywę w Polsce, rząd będzie musiał wnieść poprawki do niektórych ustaw obejmujących związane z relacjami konsument-sprzedawca. Parlament i Rada Unii Europejskiej, wprowadzając wspomniane zmiany, pragnie ujednolicić zasady dotyczące handlu. Zarówno w stacjonarnych sklepach, jak i w przypadku e-commerce. Istotne jest także wprowadzenie jednolitych sankcji obowiązujących w przypadku łamania nowych zasad przez przedsiębiorców. Wymierzaniem takich kar w Polsce zajmie się wojewódzki inspektor Inspekcji Handlowej. Grzywna nałożona na przedsiębiorstwo może wynieść 20 tysięcy złotych. Jeśli natomiast w ciągu kolejnych 12 miesięcy od upomnienia dojdzie do następnych naruszeń, kolejna kara to już kwota 40 tysięcy. Nowe zasady dotyczą także funkcjonowania platform e-commerce. Dotyczy to informowania o podmiocie, z którym zawierana jest umowa. Ma to bowiem znaczenie, ponieważ w przypadku osób prywatnych nie obowiązuje prawo do 14-dniowego zwrotu zakupionego towaru. Co ważne umieszczenie takich informacji w regulaminie nie będzie wystarczające. Konsument musi zostać odpowiednio poinformowany o swoich prawach, możliwości reklamacji czy...

Czytaj dalej
Metaversum – czym ma być?
gru06

Metaversum – czym ma być?

Pojęcie metaverse po raz pierwszy pojawiło się w 1992 r. w powieści fantastyczno-naukowej amerykańskiego autora Neala Stephensona pt.: „Zamieć”. Odnosiło się do wirtualnej rzeczywistości, w której ludzie prowadzili drugie życie. Termin ten odżył i od jakiegoś czasu coraz częściej o nim słyszymy. Podejmowane są próby stworzenia takiej wirtualnej rzeczywistości, która ma być praktycznie równoległa do rzeczywistej. Metaverse to nowa trójwymiarowa odsłona Internetu, integrująca olbrzymią liczbę trójwymiarowych wirtualnych przestrzeni, w których ludzie – miliony ludzi – wchodzą ze sobą w interakcję, ale również wpływają na ich zawartość. Nazywa się też metaverse marzeniem Marka Zuckerberga. Wydaje się, że rebranding firmy i zmiana nazwy platformy społecznościowej, znanej dotąd pod nazwą Facebook, na Meta, były nieprzypadkowe. Zuckerbergowi marzy się przeniesienie rzeczywistości do świata wirtualnego, gdzie ludzie będą mogli pracować, grać, bawić się i relaksować. Ta śmiała wizja nie jest wcale aż tak fantastyczna ani aż tak odległa, jak na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać. Metaverse powstaje już dzisiaj. Jego podstawą jest należąca do Facebooka platforma Horizon, która umożliwia stworzenie własnego wirtualnego domu, świata czy miejsca pracy. Oczywiście jest kilka czynników, bez których urzeczywistnienie tego projektu nie będzie możliwe. To przede wszystkim nowoczesny hardware, czyli sprzęt potrzebny do korzystania z metaverse – m.in. gogle VR, inteligentne okulary AR czy rękawice haptyczne, które umożliwiają wyczuwanie kształtów i powierzchni wirtualnych obiektów. Niezbędna także będzie nowoczesna infrastruktura. Co prawda już teraz tysiące osób gra w sieciowe gry, nie wymagające płynnego transferu dużej ilości danych, ale metaverse powstanie wtedy, gdy będziemy potrafili stworzyć „grę”, w którą będą mogły grać nie tysiące, ale miliony uczestników na całym świecie. Nie obędzie się też bez olbrzymiej mocy obliczeniowej, która będzie m.in. obsługiwać algorytmy sztucznej inteligencji. Jednym z najważniejszych założeń metaverse jest możliwość współtworzenia zawartości przez uczestników. Do tego będą służyć wirtualne platformy, takie jak te, z których dzisiaj korzystamy: Facebook, YouTub czy TikTok. Będą one jednak musiały być w pełni trójwymiarowe. Za tym wszystkim stoją oczywiście zyski. Pandemia oraz kryzys klimatyczny przyczyniły się do zmniejszenia zapotrzebowania na konsumpcję dóbr materialnych. Tworzy się zatem w to miejsce zapotrzebowanie na te niematerialne. Ale nie tylko z tego powodu przedsięwzięcie ma licznych przeciwników. Roger McNamee, jeden z inwestorów Facebooka, uważa to za zły i niebezpieczny pomysł. Również Frances Haugen, była pracowniczka Facebooka, która wyniosła z firmy i przekazała prasie tysiące dokumentów obciążających firmę, wyraziła obawy dotyczące metaversum. Mówiła m.in. o wyjątkowo uzależniającym charakterze takiego wirtualnego środowiska, a także o niebezpieczeństwie odłączania się od prawdziwej rzeczywistości. Ponadto jej zdaniem metaverse zagraża bezpieczeństwu danych...

Czytaj dalej
Awaria Facebooka, Instagrama i WhatsAppa
paź14

Awaria Facebooka, Instagrama i WhatsAppa

Mimo że awaria Facebooka, Instagrama i WhatsAppa trwała jedynie kilka godzin, odbiła się szerokim echem wśród użytkowników. Duże znaczenie ma fakt, że obecnie portale społecznościowe służą nie tylko do komunikacji osób prywatnych, ale są przede wszystkim kanałem promocji i sprzedaży, na którym swoją działalność opiera wiele firm. Czy awaria może mieć długofalowe skutki? Kosztowna awaria Facebooka 4 października przez 6 godzin nie działał portal Facebook, a także należące do spółki aplikacje – Messenger, Instagram oraz WhatsApp. Jako przyczynę wskazuje się błąd w aktualizacji protokołu BGP, infrastruktury umożliwiającej komunikację między podsystemami i podsieciami. W wyniku awarii wartość aukcji Facebooka spadła o 5 procent. Każda godzina przerwy kosztować miała 545 tysięcy dolarów. Taka utrata pieniędzy dotyczy właściciela spółki, jednak w wyniku awarii pieniądze straciły także firmy, które swoją działalność oparły na sieciach i aplikacjach społecznościowych. Obecnie spółka, do której należą portale Facebook oraz aplikacje Whatsapp, Instagram i Messenger jest jednym z największych na rynku internetowym sprzedawców reklam. Platformy i kanały social media oferują możliwość promocji, a także sprzedaży produktów. Dają także możliwość prowadzenia działalności influencerskiej, silnie powiązanej z nie tylko z branżą marketingową, ale także innego typu działalnością. Z samego Facebooka na całym świecie korzysta 2,44 miliardów internautów. Z tego powodu, mimo że przerwa w działaniu trwała 6 godzin i minęło od niej kilka dni, mogła nadszarpnąć zaufanie użytkowników biznesowych. Spadek notowań Facebooka na giełdzie obniżył także akcje innych firm technologicznych. Spółka traci na wartości od kilku tygodni Notowania Facebooka maleją już od kilku tygodni. Wartość spółki od 10 września spadła o kilkanaście procent. Cieniem na działalności firmy kładą się ostatnio informacje ujawnione przez byłą pracownicę spółki. Według Frances Haugen właściciele firmy mają świadomość szkodliwego wpływu Instagrama na najmłodszych użytkowników. Oprócz tego z narzędzi udostępnianych przez spółkę korzystają również kartele narkotykowe i handlarze kobietami. Ponadto algorytmy aplikacji wspierają dezinformację i...

Czytaj dalej
Koniec Adobe Flash
sty29

Koniec Adobe Flash

Prawie 25 lat od premiery Adobe Flash firma Adobe przestała wspierać oprogramowanie. Oficjalnie nastąpiło to 31 grudnia 2020 roku, jednak odchodzenia od programu zapowiedziano już kilka lat wcześniej. Prawdziwe zmiany z tym związane widoczne są jednak dopiero od 12 stycznia 2021, kiedy zaczęto blokować treści oparte na technologii Adobe Flash. Niektórym przedsiębiorstwom przysporzyło to sporych kłopotów. Adobe Flash – do czego był wykorzystywany? Technologia Adobe Flash umożliwiała tworzenie interaktywnych elementów na stronach internetowych. W programie budowano również animacje, proste gry oraz reklamy. Od kilku lat technologię na wielu stronach zastępowano HTML5. Koniec Adobe Flash nie jest zaskoczeniem Głównie ze względów bezpieczeństwa i przestarzałą technologię, z Adobe Flash od kilku lat rezygnowały już niektóre firmy, a także przeglądarki internetowe. Efektem był znaczny spadek stron internetowych wykorzystujących oprogramowanie. Już trzy lata temu co najmniej raz dziennie takie strony odwiedzało jedynie 17 procent internautów. Od dłuższego czasu zapowiadany był także koniec wspierania Adobe Flash przez jej producenta. Oficjalnie wsparcie Adobe zakończyło się 31 grudnia ubiegłego roku. Od 12 stycznia blokowane są natomiast treści oparte na tej technologii. Mimo zapowiedzi stanowcze kroki w celu usunięcia technologii z Internetu spowodowały zamieszanie w funkcjonowaniu niektórych firm. O zakończeniu wspierania i znaczeniu Adobe Flash przekonali się zarządcy kolei China Railway Shenyang, której system, wykorzystujący wspomnianą technologię, zatrzymał się i uniemożliwił poruszanie się pociągów na niemal 20 godzin. Koniec wspierania Adobe Flash – co to oznacza dla użytkowników? Twórca oprogramowania, firma Adobe, zaleca odinstalowanie Adobe Flash z komputerów. Nie muszą martwić się o to natomiast użytkownicy systemu Windows 10, w których technologia zostanie automatycznie usunięta wraz z najnowszą aktualizacją. Dla osób, które chcą usunąć Adobe Flash ręcznie z systemu, firma przygotowała poradnik, dostępny na oficjalnej stronie...

Czytaj dalej